20130416

nike twice



Pewien znany zagraniczny stylista powiedział kiedyś, że styl zmienia co pół roku. Dzięki temu ma swoim życiu stać się kimkolwiek chcę. Good story, bro.

Patrząc na swoje stare zdjęcia nie płaczę za starymi czasami, kiedy słuchałam smutnych rocko-alternatywno-chuj-wie-jakich ballad i przeżywałam każde słowo krytyki słowa gorzej niż reaguje statystyczna kobieta na każdy ponadprogramowy kilogram (i znów nie poszło w cycki)

Kiedyś najważniejsze było dla mnie, żeby strojem wwiercać się w oczy przechodniów, błyszczeć tanimi łańcuchami i zostawiać ślady ubrudzonych martensów. Chciałam się buntować, dziś już chyba nie wiem przeciwko czemu. W domu miałam całkiem okej, na płaszczyźnie edukacji średnio, ale stabilnie. Miałam co zjeść i trochę zbyt dużo butów jak na przeciętnej klasy hipstera. 
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że bunt przeciw rzeczywistości jest trochę passe, trochę zbyt mainstreamowy. 

Teraz, po jakimś tam okresie czasu, kiedy dystans i potocznie zwana wyjebka na nieistotne elementy rzeczywistości osiągnęła punkt krytyczny stwierdziłam, że mi też wolno dokonywać ubraniowego obrotu o 180 stopni. I stałam się ubraniową luzaczką, która w dresach słucha naprzemiennie Led Zeppelin i Snoop Dooga. 

(t-shirt nike, cap Prosto, shoes nike free run, denim jacket vintage, tracksutis no brand)





20130415

moments

Pewnie czasem wydaje Ci się, że jesteś w pewien sposób dziwna, że bardzo się różnisz od armii plastikowych lalek z telewizji. Porównujesz wielkość piersi czy kolor włosów. Ale i tak jesteśmy takie same. Jesteś taka sama jak ja i milion innych kobiet. Lubisz niespodziewanie dostawać kwiaty od mężczyzny, który Ci się podoba. Ze skupieniem malować paznokcie i czuć się delikatnie w zwiewnych ubraniach. Też masz PMS, za często krzyczysz i ciągle się odchudzasz. Pewnie tak jak ja przy malowaniu rzęs otwierasz usta, głośno śpiewasz do dezodorantu słuchając ulubionej piosenki i często ryczysz na głupich filmach. Więc tupnij mocno nogą i pokaż całemu światu, że Ty jesteś ważna, a reszta może pocałować Cię w dupę. 
photos by me





20130414

wildest moments

Po kilku miesiącach śniegu, mrozu i depresji wyszło słońce.Ja czekam na swoje najdłuższe wakacje w życiu. Ćwiczę, czytam repetytoria, kilka dni z rzędu maluje włosy i marzę o rzece piwa i Amsterdamie. Peace, love, rock 'n' roll

jeans - H&M| jacket, t-shirt - no name| necklace vintage mania, vintage| bag second hand| shoes - nike sweet high

20130329

new shoes



Catwalk heels
Nike Free Running shoes

Podobno prawdziwe kobiety kochają męski zarost, plotki i dobrze dobrany podkład. Poza tym dzielimy się na dwa obozy - jesteśmy skłonne zabić za nowe buty lub torebki. Staram się sobie radzić z obuwniczym fetyszem, ale wojny kończą się różnie. Podobnie jak bitwy z chandrą, PMS czy czekoladą. Powyżej możecie zobaczyć efekt mojej kolejnej przegranej.

the best of the best




ring -  Anna Blauth Bizuteria
 other - vintage

Cudownie jest mieć tyle dystansu do świata, żeby chodzić w różowym full capie na blond włosach i śmiać się ze stereotypu "ej misiu, kup mi lecha i pokaż mi swoje bmw". Fajnie jest nosić różne kolory włosów, luźne koszulki i słuchać, że takie właśnie są prawa młodości. Jeśli już iść na pohybel konwenansom, to wiem jedno: w moim wymarzonym minimalistycznym domu będzie jeden pokój. Błyszczący, grający, wyglądający jak meksykańska kapliczka, w którym będzie leciało "Simply the best" Tiny Turner. 

20130318

calli loves: series

W czasach kiedy byłam jeszcze złą na cały świat małą smutną dziewczynką, seriale wydawały mi się czymś kompletnie bzdurnym i niepotrzebnym.  W gimnazjum nareszcie odrzuciłam nihilizm, czarne golfy oraz piosenki brzmiące jak ścieżka dźwiękowa z egzorcyzmów i zasiadłam przed telewizorem wkroczyłam w zupełnie inny świat. Spodobało mi się. Nie płakałam już nad okrucieństwem świata, przesiadłam się na dużo bardziej hardkorowe przeżywanie uczuć. Trzymałam kciuki za pomyślne zakończenie rozwodu Marty z M jak miłość. Przeżywałam odejście Teresy od Marka w Pierwszej Miłość.
(jest na sali ktoś, kto wytłumaczy pieprzony fenomen słowa "miłość" w serialowych tytułach?)


Na serialowych ścieżkach błądziłam trochę czasu. Prawda jest jednak taka, że moja przygoda zaczęła się od "Czy boisz się ciemności?". Ja się bałam na tak zaawansowanym stopniu, że co noc umacniałam swoją wiarę odmawiając kilka zdrowasiek - "żebym nie była zaklęta w domu dla lalek". Nie zostałam zaklęta, więc boska pomyślność czuwała nad losem małej dziewczynki z wiecznie rozdwojoną grzywką. Później kilka lat mało co mnie przerażało. (może poza chwilą jak zobaczyłam swoje włosy po dekoloryzacji)



Kamień milowy w poznawaniu świata seriali przyszedł, gdy obejrzałam Seks w wielkim mieście. Zapragnęłam być jak połączenie modliszki Samanthy z piszącą artykuły szczerą Carrie. Moja miłość trwa do dziś, choć jakiś czas temu miejsce w moim serialowym sercu zajął najlepszy serial jaki kiedykolwiek widziałam. Miasteczko Twin Peaks. Agent specjalny, zło czające się lasach, tajemniczy trup Zakochałam się od pierwszej minuty. Pomimo obietnicy złożonej chłopakowi, że obejrzę tylko jeden odcinek i zaczekam z oglądaniem na niego, przeleciałam w niecałe dwa tygodnie wszystkie sezony. Po zakończeniu miałam niemałą pustkę. Przez kawę w stylu agenta Coopera. 


Dość dobrze pamiętam też swoją reakcję po obejrzeniu pierwszego odcinka House M.D. Pomyślałam sobie: ej, dziewczyno, to przecież twój ideał faceta. Łaziłam po domu z góralską ciupagą, jadłam tic taki jak sarkastyczny doktor swój vacodin. Wiem, jestem żenująca. Przez myśl przeszła mi nawet medycyny - wielkie lol. Sentyment mam do tej pory, ale gwałtowne uczucia gasną czasem tak szybko jak wybuchły, więc House pokuśtykał do zasłużonej szufladki w mojej głowie.