20130318

calli loves: series

W czasach kiedy byłam jeszcze złą na cały świat małą smutną dziewczynką, seriale wydawały mi się czymś kompletnie bzdurnym i niepotrzebnym.  W gimnazjum nareszcie odrzuciłam nihilizm, czarne golfy oraz piosenki brzmiące jak ścieżka dźwiękowa z egzorcyzmów i zasiadłam przed telewizorem wkroczyłam w zupełnie inny świat. Spodobało mi się. Nie płakałam już nad okrucieństwem świata, przesiadłam się na dużo bardziej hardkorowe przeżywanie uczuć. Trzymałam kciuki za pomyślne zakończenie rozwodu Marty z M jak miłość. Przeżywałam odejście Teresy od Marka w Pierwszej Miłość.
(jest na sali ktoś, kto wytłumaczy pieprzony fenomen słowa "miłość" w serialowych tytułach?)


Na serialowych ścieżkach błądziłam trochę czasu. Prawda jest jednak taka, że moja przygoda zaczęła się od "Czy boisz się ciemności?". Ja się bałam na tak zaawansowanym stopniu, że co noc umacniałam swoją wiarę odmawiając kilka zdrowasiek - "żebym nie była zaklęta w domu dla lalek". Nie zostałam zaklęta, więc boska pomyślność czuwała nad losem małej dziewczynki z wiecznie rozdwojoną grzywką. Później kilka lat mało co mnie przerażało. (może poza chwilą jak zobaczyłam swoje włosy po dekoloryzacji)



Kamień milowy w poznawaniu świata seriali przyszedł, gdy obejrzałam Seks w wielkim mieście. Zapragnęłam być jak połączenie modliszki Samanthy z piszącą artykuły szczerą Carrie. Moja miłość trwa do dziś, choć jakiś czas temu miejsce w moim serialowym sercu zajął najlepszy serial jaki kiedykolwiek widziałam. Miasteczko Twin Peaks. Agent specjalny, zło czające się lasach, tajemniczy trup Zakochałam się od pierwszej minuty. Pomimo obietnicy złożonej chłopakowi, że obejrzę tylko jeden odcinek i zaczekam z oglądaniem na niego, przeleciałam w niecałe dwa tygodnie wszystkie sezony. Po zakończeniu miałam niemałą pustkę. Przez kawę w stylu agenta Coopera. 


Dość dobrze pamiętam też swoją reakcję po obejrzeniu pierwszego odcinka House M.D. Pomyślałam sobie: ej, dziewczyno, to przecież twój ideał faceta. Łaziłam po domu z góralską ciupagą, jadłam tic taki jak sarkastyczny doktor swój vacodin. Wiem, jestem żenująca. Przez myśl przeszła mi nawet medycyny - wielkie lol. Sentyment mam do tej pory, ale gwałtowne uczucia gasną czasem tak szybko jak wybuchły, więc House pokuśtykał do zasłużonej szufladki w mojej głowie. 


4 comments:

  1. haha dobry wpis, sex w wielkim mieście to moja miłość, do tego dochodzi plotkara, angielska wersja skins i true blood, serialowe szaleństwo!

    ReplyDelete
  2. Ahhh, Miasteczko Twin Peaks. Pamiętam jak oglądałam za dzieciaka, bałam się wtedy bardzo. Wszystko było takie tajemnicze i zagmatwane. Serial mistrzowski.

    ReplyDelete
  3. Seks w wielkim miescie swietny.
    Zapraszam do siebie, blog o odchudzaniu i cwiczeniach. Obserwujemy?

    ReplyDelete
  4. Uwielbiam sex w wielkim mieście, widziałam wszystkie sezony już mnóstwo razy :D uwielbiam ich czwórkę :)

    ReplyDelete

Callifornication nie gryzie♡